środa, 7 maja 2014

Rozdział IV

Liza
- Słuchajcie, to ja będę przygotowywać dla Was posiłki, więc proszę was, jeśli będziecie mieli jakieś specjalne życzenia to mówcie mi dzień przed, żebym zrobiła zakupy, ok?
Przeczuwałam, że tylko Blondyn mi odpowie. Reszta patrzyła obrażona, każdy w inną stronę i ignorowali mnie totalnie.
"Nie przejmuj się, to tylko dwa miesiące, szybko zleci" - powtarzałam sobie co chwila.
 - Dooobra to co chcecie na kolację?
- Cokolwiek - wzruszył ramionami Liam. Siedział właśnie na fotelu i przeglądał jakąś gazetę.
- Super - westchnęłam i wyszłam z salonu.
Powlokłam się niechętnie do kuchni. Postanowiłam, że pójdę się spytać Simona, który siedział właśnie z tatą w naszym domu.
- Obojętnie. Zjedzą wszystko co im dasz - odpowiedział mi.
Świetnie. I tak muszę sama pomyśleć, i tak...
W kuchni czekał na mnie blondyn.
- Przyszedłem Ci pomóc - uśmiechnął się szeroko.
- To miłe z Twojej strony, dziękuję - odwzajemniłam jego uśmiech i podeszłam do lodówki. - Masz moze jakąś koncepcje, co byście chcieli zjeść?
- Hm... - spojrzał na jedzenie.
- Tylko nie mów, że obojętne, bo jak jeszcze raz to usłyszę, to zacznę krzyczeć.
- Ok - roześmiał się i wyjął drożdże. - Zrobimy pizze, co ty na to?
- Fantastyczny pomysł!

Niall
Strasznie polubiłem tą dziewczynę! Bawiliśmy się świetnie
 robiąc razem kolację. Na koniec kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią tornado, ale wspólnymi siłami doprowadziliśmy ją do porządku. Liza opowiedziała trochę o sobie, dużo pytała o nasze życie. Przyznała się szczerze, że przed naszym przyjazdem wiedziała o nas tylko, że żyjemy i Simon jest naszym menagerem. Nadal jej się mylą imiona i ciągle ją poprawiam. Mimo wszystko fajnie jest mieć kumpele, która nie widzi we mnie sławnego piosenkarza tylko "uroczego blondynka" jak to powiedziała.
Przy kolacji rzucaliśmy hasłami, których znaczenie znaliśmy tylko my i wybuchaliśmy śmiechem, a wszyscy patrzyli na nas zdziwieni. Po kolacji Liza poszła zmyć naczynia, a Simon zebrał nas w salonie.
- Chłopaki, nie ukrywam, że mam nadzieję, że nie przyniesiecie mi wstydu, nie będziecie kombinować i łamać zasad.
- Są jakieś nowe? - zapytał Louis.
- Zasady są proste: żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Zostawiam Wam laptopy, w których nie ma połączenia z internetem, ale możecie na nich słuchać muzyki, oglądać filmy, nagrywać i ewentualnie pisać pamiętnik jeśli chcecie. Możecie oglądać telewizję, spacerować nad jeziorem, ale poza bramę wolałbym, żebyście nie wychodzili, bo ktoś niepotrzebnie może was zobaczyć. Macie również mikrofon, gitary, więc mam nadzieję, że zaowocuje to nowymi piosenkami. Jakieś pytania?
- Przyjedziesz jeszcze do nas w czasie wakacji? - zapytałem.
- Nie jestem obecnie w stanie odpowiedzieć Ci tak na 100%, Niall. Jest to możliwe, ale pewny nie jestem. Jeszcze coś? - pokręciliśmy głowami. - Ach, no i myślę, że pomożecie Lizie w pracach domowych i ewentualnie Gregowi, jeśli będzie mu potrzeba. Wyjeżdżam z samego rana, więc pewnie nie będziemy się widzieć. - Nikt się nawet nie ruszył. - Wiem, że jesteście wściekli, ale robię to dla Waszego dobra - wstał z kanapy i wyszedł.

~ * ~
Hello :D
Dzisiaj jeszcze krótko, w weekend obiecuję dłuższy rozdział :)

Jeśli chodzi o maturę to idzie mi świetnie :D Świetnie jak na moje możliwości i oczekiwania :D
Jestem cała w skowronkach i oby tak dalej :)

2 komentarze:

  1. wiesz co? jak mogłaś napisać tak świetny i krótki post?! :c <3 koooocham <3 to jest cudowne :* ja chcę więcej :*

    OdpowiedzUsuń