środa, 7 stycznia 2015

Rozdział XII



Louis
Zamknąłem się w pokoju i leżałem na łóżku, wpatrując się w sufit. Nie odpowiadałem jak ktoś pukał czy mnie wołał. Załamałem się, naprawdę się załamałem, gdy zobaczyłem jak się całują. Mogłem to przewidzieć, ale w jej spojrzeniu dostrzegałem coś takiego co pomagało mi wierzyć, że może naprawdę wybierze mnie. A teraz… Wszystko przepadło… Niall był dla mnie jak brat, ale w tym momencie nie mogłem go znieść, bo stał mi na drodze. Nie mogłem nic zrobić, wybrała jego. To mnie chyba bolało najbardziej. Byłem idiotą, nie zawalczyłem o nią kiedy był na to czas.
Z drugiej strony miałbym przerąbane u Grega, a to by się gorzej skończyło. Przynajmniej to Niall jest teraz jego wrogiem numer jeden i to jemu ojciec Lizy zabroni się zadawać ze swoją córeczką. A ja, jako jego sprzymierzeniec będę mógł się nią zająć.

Niall
Zdążyłem rozpakować zakupy w kuchni zanim Liza wróciła. Miała zmieszaną minę i rozbiegany wzrok.
- Coś się stało? – zapytałem w końcu.
- Co? Nie, dlaczego?
- Jesteś jakaś rozkojarzona. Pokłóciłaś się z tatą?
- Nie. Wkurzył się tylko, że cię zabrałam poza teren ośrodka.
- Przepraszam, to był mój pomysł.
- Nie przepraszaj. Już mu powiedziałam, że to się nie powtórzy.
- Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze? – ostrożnie do niej podszedłem.
- Niall, co będzie z nami jak się skończą wakacje?
Zatkało mnie.
- Ale… Jak to co?
- No, to ja pytam. Ty wrócisz do swojego świata, a co ze mną?
- Nie zastanawiałem się nad tym.
- No, właśnie. Ja też i to był błąd.
- Co masz na myśli?
- To, że ty wyjedziesz, rzucisz się w wir pracy, a ja tu zostanę ze złamanym sercem i wspomnieniami cudownego lata. Potem będę patrzeć na ciebie w teledyskach i nadal płakać, bo nie ma cię koło mnie. Nie chcę tak, rozumiesz? – zobaczyłem łzy na jej policzkach.
- Cicho, kochanie – bez zastanowienia objąłem ją, a ona płakała w moją zieloną koszulkę. – Jakoś to będzie.
- Nie chcę „jakoś” – zaszlochała.
- A jak byś chciała?
- Nie wiem, Niall. Chcę być z tobą, tak po prostu.
- Nigdy nie będzie możliwe być ze mną „tak po prostu” – zmusiłem ją, żeby na mnie spojrzała. – Jestem członkiem popularnego boysbandu i zawsze będzie towarzyszyło mi stado paparazzi, wkurzający manager i czwórka naburmuszonych kumpli. Fakt, że mogliśmy o tym pomyśleć wcześniej, ale stało się. Nie zgaszę moich uczuć do ciebie, choćbyś mnie o to prosiła. Nie wiem co będzie po wakacjach, też się tego boję, ale może na razie żyjmy chwilą.
- Nie wiem czy tak potrafię. Mój tata dobrze mówił. Nie chcę być kolejną Eleonor albo Danielle. Chcę żyć normalnie.
- Więc musisz wybrać: albo jesteśmy ze sobą tylko przez wakacje, a ty potem żyjesz normalnie, albo jesteśmy oficjalnie i wchodzisz w to na 100%. Wybór pozostawiam tobie – wyswobodziłem się z jej objęć i wyszedłem z kuchni. Słyszałem jej szloch za sobą, ale nie wróciłem. Chciałem, żeby to sobie sama przemyślała.

Liza
Nie wiedziałam kompletnie co o tym myśleć. Jeśli bym w to „weszła” nie miałabym już normalnego życia, ani ja ani tata. Spotykałabym się z Niall’em pewnie raz na parę miesięcy, nasz dom byłby oblężony przez całe tłumy fotografów i dziennikarzy, a wściekłe fanki by mnie pożarły. Byłam Niall’em zauroczona i chciałam z nim być, ale nie za wszelką cenę. Nie czułam do niego tego, co on do mnie.
Zrobiłam szybko obiad i zmyłam się, udając że mnie boli brzuch i nie chcę jeść. Leżałam u siebie w pokoju i starałam się usnąć, kiedy ktoś do mnie zapukał.
- Nie ma mnie! – krzyknęłam.
- Zaryzykuję – Louis zajrzał do mojego pokoju. – Mogę?
- Jak już jesteś to chodź – usiadłam po turecku. – Ale nie chce mi się gadać.
- Nie musimy gadać. Mam dla ciebie herbatkę – podał mi parujący kubek.
- Dzięki. Tata cię przysłał?
- Nie, dlaczego?
- Bo się stałeś jego pupilkiem. Podejrzewam, że przeciwko tobie nic by nie miał, gdybyśmy się spotykali.
- A przeciwko Niall’owi ma?
- Ma i to dużo.
- A nie uważasz, że ma rację?
- Wiem i to jest właśnie najgorsze w tym wszystkim.
Upiłam łyk herbaty.
- Pyszna. Sam robiłeś?
- Tak.
Zapadła cisza. Upiłam jeszcze herbaty, odstawiłam ją na stolik i położyłam się. Louis położył się koło mnie.
- Nie chciałabyś czasem uciec od swojego życia, zaszyć się gdzieś i mieć spokój od tego co cię otacza?
- Ostatnio bardzo często. A ty?
- Od długiego czasu się nad tym zastanawiam. Wiesz, fajnie jest być gwiazdą, mieć takie szerokie grono fanów, śpiewać, bo to kocham najbardziej, ale momentami jest to zbyt męczące. Nie mogę iść sobie gdziekolwiek bez uprzedniego zawiadomienia i zgody. A jeśli już pójdę to nie przejdę się incognito. Nie mogę robić co mi się  żywnie podoba, bo cały świat na to patrzy i potem piszą o tym w gazetach. I przede wszystkim nie mogę być z dziewczyną, z którą chciałbym być, bo zniszczy jej to życie.
- Przekichane – westchnęłam.
- I to jak.
Zapadła cisza, ale długo nie wytrzymałam w milczeniu.
- Niall postawił mi w pewnym sensie ultimatum: albo z nim będę przez wakacje i potem zapominamy o sprawie albo zgadzam się być z nim oficjalnie co zamieni życie moje i mojego taty w piekło.
- Wiesz, myślę, że postąpił słusznie. Trzeba to ustalić na wstępie, żeby potem nie było żali i pretensji, nie uważasz?
- Ja już nic nie uważam, rozumiesz? Nie wiem jak się zachować, co zrobić, jak mam postąpić! To wszystko mnie przerasta!
- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Postaw się na miejscu Niall’a. Jemu jest jeszcze ciężej niż tobie, bo to on wyjedzie i będzie musiał podróżować, tęskniąc za tobą. Ty tu zostaniesz…
- No, właśnie! Zostanę i będę rozpamiętywać wszystkie chwile spędzone w tym miejscu. Wiesz o co mi chodzi? On będzie zwiedzał nowe miejsca, poznawał nowych ludzi, a wkrótce mój ślad w jego sercu zaniknie. A ja będę codziennie gotować w tej kuchni, w której z nim pierwszy raz rozmawiałam, będę siedzieć na pomoście, na którym przeżyliśmy tyle wspaniałych chwil, rozumiesz? Kto tu będzie miał gorzej?
- Masz rację…
- Wiem.
- W takim wypadku będzie najlepiej, gdy dacie sobie spokój. Zduście to w zarodku, zanim to zajdzie za daleko.
- Już zaszło…
- To nim zajdzie jeszcze dalej.
- Masz rację. Dzięki, Louis – wtuliłam się w jego ramię. –Naprawdę mi pomogłeś.
Wyczułam jego wahanie, ale po chwili on też mnie objął.
- Nie ma za co. Do usług, mała.

Niall
Szukałem Lizy wszędzie, na koniec został mi tylko jej pokój. Już ze schodów słyszałem jej śmiech. Przystanąłem, żeby posłuchać z kim jest.
- NO! Jimmy protested! – i znowu śmiech.
Louis. Któżby inny? Wykorzystał moją kłótnię z Lizą, żeby się do niej zbliżyć.
Zapukałem do drzwi.
- Proszę – zawołała Liza.
Leżeli na łóżku, niezbyt blisko siebie. Louis był do mnie odwrócony plecami, tylko Liza podźwignęła się na lewą rękę.
- Cześć.
- Cześć, Niall. Louis właśnie opowiadał mi o waszych wideo-pamiętnikach z X Factora.
- Przecież je oglądałaś.
- Ale on dopowiada jeszcze co się działo za kulisami.
- Aha – skrzyżowałem ramiona i oparłem się o framugę. Mina Lizy zrzędła, a Louis w końcu na mnie spojrzał. Przez trzy sekundy mierzyliśmy się wzrokiem, po czym wstał.
- Pójdę sprawdzić czy mnie nie ma w swoim pokoju – minął mnie nawet nie patrząc mi w oczy i wyszedł.
Zamknąłem za nim drzwi i usiadłem na łóżku. Liza nawet nie drgnęła.
- Liza – zacząłem – przepraszam. Nie powinienem dawać ci takich wyborów. To brzmiało trochę jak szantaż, przepraszam cię za to.
- Niall, to nie ma sensu.
- Co nie ma sensu?
- Nasz związek nie ma sensu, nie widzisz tego? W każdym z podanych przez ciebie warunków ja bym była pokrzywdzona najbardziej. Albo zostaję tu ze złamanym sercem i z każdym krokiem po podwórku przeżywam to od nowa, albo zamieniam o 180 stopni życie swoje i mojego taty. Kosztem czego?
- Naszej miłości.
- Nie, Niall. To nie jest miłość. To tymczasowe zauroczenie, a my nie możemy mu się podporządkować. Chciałabym, żebyśmy wrócili do swoich starych kontaktów na stopie przyjacielskiej. Nic więcej.
- Louis ci tak doradził?
- Louis tylko pomógł mi to zrozumieć.
- Jaki wspaniałomyślny – prychnąłem.
- O co ci chodzi?
- Nie widzisz, że cię urabia, żeby ostatecznie to on z tobą był?
- A jaka jest różnica w tej sytuacji między tobą a Louis’em? Obydwaj jesteście w tym zespole, obaj jesteście gwiazdami. I ty i on wyjedziecie jak tylko wakacje się skończą.
Nie odpowiedziałem.
- Widzisz? Nie ma żadnej różnicy między wami. A Louis cię bronił. Była zła za te ultimatum, które mi dałeś, ale on pomógł mi zrozumieć, że masz rację, ale nie wziąłeś pod uwagę trzeciej opcji: zdusić to nim się rozwinie.
Nadal milczałem.
- To co, przyjaciele – podała mi rękę i uśmiechnęła się.
Już miałem odwzajemnić jej gest kiedy do pokoju wtargnął zziajany Liam.
- Liza! Niall! Zayn!!!
- Co Zayn?
Nie mógł złapać powietrza.
- Liam, co się stało? – dopadłem do niego i potrząsnąłem nim.
- Zayn’owi coś się dzieje, stracił przytomność, chodźcie szybko.
Spojrzeliśmy z Lizą przerażeni na siebie i na raz wybiegliśmy z pokoju, a Liam za nami.

***
Akcja się rozkręca :D Mam parę pomysłów na to co będzie dalej, ale potrzebuję motywacji, moi drodzy :) I wsparcia ;) Na następną część zapraszam w przyszłym tygodniu :)

1 komentarz:

  1. o kurcze ;o no to się porobiło ;o myślałam, że jednak Niall i Liza będą razem :D No nic, trzeba czekać na dalszą część tej historii. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej!! *o* I jak zwykle rozdział świetny nooo!! <3 Życzę Ci bardzo dużoooooooooooooooo weny! :*

    OdpowiedzUsuń